baner
Dzienniki / Indie 2008 / Dzien 41

25.11.2008 - Palolem - Cancona - Mangalore

Dzis zerwalismy sie z samego rana. Poczatkowo planowalismy boattrip i ogladanie delfinow, jednak plan nie wypalil i po spozyciu marnego sniadania, powrocilismy do naszej chaty, spakowalismy sie i wykwaterowalismy. Pozegnan z Palolem nie bylo konca. Ciezko bylo rozstac sie z tym cudownym miejscem, w ktorym jedynym wysilkiem bylo doczlapanie sie rano 10 metrow na plaze i wyciaganie pieniedzy z portfela na kolejne potrawy wieczorami. Troche po 12 zarzucilismy plecaki na grzbiety i skierowalismy sie na stacje kolejowa do Cancony. Dwu kilometrowa droge na dworzec pokonalismy sprawnie, pomimo nielekkich plecakow i palacego slonca. Stacja w Canconie jest niewielka i prawie nic sie na niej nie dzieje, wydarzeniem dnia jest chyba pociag do Mangalore o 15:15. My zmuszeni bylismy poczekac 2,5h wlasnie na to polaczenie, czas ten spedzilismy przysypiajac na dworcowym murku, zajadajac orzeszki i chipsy bananowe. Im blizej bylo do przybycia pociagu tym wiecej turystow zbieralo sie na dworcu, po 15 byla to juz spora grupka.

opuszczamy Palolem

.

przydrozny sklep z pierzynami

.

dzieci chcialy czekoladke

.

stacja w palolem

.

pociag do Bombaju

.

w oczekiwaniu na pociag

.

W koncu na stacje wtoczyl sie pociag i wszyscy zaladowali sie do srodka. Pociag do Mangalore posiada tylko wagony z miejscami siedzacymi, a taka przejazdzka kosztuje 50rs za 390km. Podroz zajela nam 5,5 godziny, podczas ktorych troche spalismy, czytalismy, ogladalismy piekne widoki za oknem (palmy, palmy i jeszcze raz palmy) oraz myszy i karaluchy biegajace po podlodze. W wagonie jechala z nami wesola indyjska rodzina, gdy zblizalismy sie do Mangalore jej czlonkowie (nie wytrzymali:) i tradycyjnie odbyla sie sesja foto z nami - modelami :). Tym razem jeden z hindusow wyciagnal z torby lustrzanke cyfrowa nikona z wielkim fleshem zewnetrznym .

pociag do Mangalore

.

widok z okna

.

W Mangalore ze wzgledu na problemy techniczne pociagu musielismy wysiasc na stacji na obrzezach miasta. Troche zdezorientowane miny musielismy miec, bo zaraz zajela sie nami rodzina hinduska z pociagu i razem wszyscy zwarta grupa podazylismy na przystanek autobusowy w kierunku centrum miasta. Do autobusu bylo troche czasu, wiec rodzina hinduska wpadla na pomysl, ze wszyscy razem zaladujemy sie do jednej taksy. I taniej bedzie i szybciej :), wiec nasza dwojka + kierowca + piatka hindusow + male dziecko + niemale bagaze ulokowalismy sie w aucie. Ciasno, ale w Indiach nie ma rzeczy niemozliwych :).

Do zaglebia hotelowego dotarlismy po 15 min, rodzina bardzo pomocna chciala nawet z nami szukac hotelu, ale podziekowalismy im za troske i serdecznie dziekujac zwolnilismy ich z tego obowiazku. Mangalore to typowa duza aglomeracja. Miasto kompletnie nie trafilo w nasze gusta, ale przespac sie gdzies bylo trzeba. O dziwo wiekszosc hoteli nie miala wolnych miejsc. Pokoj za 375 rs udalo nam sie znalezc w polecanym przez Lonley Planet hotelu Surya. Warunki w porzadku, pokoj nawet zaopatrzony w TV. Wyskoczylismy na szybka porcje ryzu z warzywami, mala runda po okolicy i tyle. Padlismy do lozek jak muchy.

w taka wlasnie bryke wladowalo sie 8 osob

.
statystyka